Archiwa blogu

Rubieże kultury popularnej

Zgodnie z przewidywaniami z jednego z poprzednich postów, czas w grudniu upływał z zawrotną prędkością, zgodnie  z nieśmiertelnym cyklem: czytanie, przygotwywanie, pisanie, ewentualnie na rozmaitych pracach organizacyjnych. Plon niebawem pojawi się w postaciach papierowych i elektronicznych, zgodnie z logiką rozproszenia, charakterystyczną dla warunków, w ktorych funkcjonujemy. Póki co, tylko szybkie przypomnienie „z ostatniej chwili”: jutro inauguruję w poznańskiej Galerii Miejskiej Arsenał cykl comiesięcznych wykładów zatytułowanych „Rubieże kultury popularnej”. Pierwsze spotkanie chcę poświęcić tematowi, o którym pisalam kiedyś, w zamierzchłej przeszłości, w antologii „Gender i kultura popularna” pod red. M. Radkiewicz (Kraków, 2003), czyli o możliwościach subwersji kryjących się w popularnych kulturach tanecznych. Od momentu, w którym przeczytałam „Mumbo Jumbo” Ishmaela Reeda, pomysł na taki temat kołatał mi się głowie. Jutro zatem drugie, po latach podejście do negocjacyjnego potencjału kultury tanecznej.

Reklamy

Intermedial City / La ville intermediale

Początek października przywitałam w Montrealu, gdzie uczestniczyłam w konferencji zatytułowanej „The Intermedial City: Practices, Technologies, Imaginaries / La ville intermédiale: pratiques, techniques, imaginaires” organizowanej przez Centre for Research on Intermediality / Centre de recherche sur l’intermédialité (Université de Montréal) oraz Media@McGill (McGill University). Moje wystąpienie nosiło tytuł „The Augmented Space of a City – Kraków as Nodal Point of Global Capitalism” i poświęcone było  możliwościom zastosowania pojęcia przestrzeni augmentowanej jako narzędzia badawczego w przypadku konkretnego miasta (nic zaskakującego w tym, że jest nim dla mnie Kraków, miejsce, gdzie w 2003 r. uruchomiono pierwszy w Polsce darmowy punkt dostępu WiFi na Rynku Głównym i jednocześnie miasto, z którym czuję się bardzo związana).

Trzy dni przy 3650 Rue McTavish
View Larger Map wypełnione były interesującymi referatami, otwierającymi coraz to nowe ścieżki rozważań nad związkami mediów (a także wzajemnymi relacjami, w jakie ze sobą wchodzą) z miastem. Zasadniczym problemem, który znalazł się w centrum dyskusji było pytanie Friedricha Kittlera: czy (i jak) miasto jest medium? Blisko 30 referentów wzięło na warsztat bardzo różne aspekty zagadnienia, analizując m.in. filmowe miasta wertykalne i relację z tym, co „podziemne” (David L. Pike, American University, Waszyngton, USA), miasto globalne jako obszar intermedialności na przykładzie filmu  Swiat (The World / Shijie) Jia Zhangke (Hudson Moura, Simon Fraser University, Vancouver, Kanada), tworzenie szczególnych pozycji podmiotowych poprzez praktyki kultury wizualnej końca XIX w. w Budapeszcie (Dorothy Barenscott, Trent University, Vancouver, Kanada), ale także praktykę geotaggingu i obszar mediów mobilnych (Imar de Vries, Uniwersytet w Utrechcie, Holandia), aplikacje łączące syntezatory mowy, łączność za pomocą Bluetooth i GPS (Michael Darroch, University of Windsor, Kanada) czy organizację wizualną lotnisk (Vanessa Schwartz, University of Southern California, San Diego USA). Niektóre wystąpienia odbiegały formą od tradycyjnych konferencyjnych „paperów”: Dominique de Courcelles (CNRS – Collége International de Philosophie, Francja) przygotowała film obrazujący związek Mexico City z otaczającym środowiskiem na przykładzie dyskursów wokół gospodarki wodnej w mieście, prezentacja Régine Robin z Université du Québec poświęcona miastu jako tekstowi (Montreal, Kanada) – przywołując obiekt Erica Sadin – miała charakter hipertekstowej instalacji, David Thomson (University of Toronto, Kanada) zaproponował swoisty parkour eseistyczny, przywołując ducha Michela de Certeau.

Wszystko to w mieście, które pilnie strzeże swojej dwujęzyczności – Montreal dzieli się na część zachodnią (anglofońską) i wschodnią (frankofilską), umowną granicą bardzo długo była główna arteria miasta, St. Laurent Boulevard, dzisiaj będąca czymś w rodzaju połączenia berlińskiego Kreuzberga z nowojorskim Soho w okresie jego świetności, oczywiście z zachowaniem proporcji – mieszkańcy Montrealu widzą swoje maisto jako bardzo prowincjonalne. Ulica, przy której robi się zakupy w dziesiątkach butików tworzonych przez miejscowych designerów i gdzie najłatwiej jest usiąść przy kawie (lub olbrzymiej, w amerykańskim stylu, porcji Ceasar Salad). Konferencja także była dwujęzyczna (teksty francuskie i angielskie nie były tłumaczone) a przybysze z Europy szybko zorientowali się, że kwestia wyboru języka – choć na pozór neutralna – jest sprawą wagi politycznej o zaiste wybuchowym potencjale, w którym stawką jest tożsamość regionalna i narodowa. Przekonały mnie o tym również rozmowy ze znajomymi Quebecoises, Denis i Erickiem, oraz  dziesiątki kilometrów (naprawdę! nidzie tyle się nie chodzi, co w wielkich metropoliach!) miejskich spacerów z aparatem fotograficznym w ręku.  To jednak (podobnie jak fakt, że Montreal można uznać za mekkę street artu) zalążek na artykuł, który w wolnej chwili nieustająco mam nadzieję napisać 🙂

Blisko 10 dni na pograniczu trzech języków – to może inspirować!