Archiwa blogu

Przegląd Kulturoznawczy

W całym szaleństwie związanym z kończeniem książki zapomniałam o tym, że ukazał się (już jakiś czas temu) „cyberkulturowy” numer Przeglądu Kulturoznawczego. Przypomniala o tym Ewa Wójtowicz krótką notką na swoim blogu, to mnie wypada tym bardziej (w związku z pełnioną funkcją 🙂 i jako autorce artykułu poświęconego remiksowi, a właściwie koegzystencji dwu podobnych, choć niezupełnie tożsamych pojęć: remiks i mashup. Numer można także nabyć w postaci pliku lub plików pojedynczych artykułów (3,59 za artykuł – piszę bez skrupułów, bo cena nie rujnuje kieszeni, nawet studenckiej; kieszeni młodszego pracownika naukowego też nie ;-). Głównym tematem wiodącym okazał się być wątek bardzo aktualny – relacja między sztuką, nauką i technologią. Dla mnie jednym z najciekawszych artykułów jest opis projektu Blue Morph Victorii Vesny i James Gimzewskiego, który zresztą miałam przyjemność tłumaczyć (co było niezłą przygodą). Praca redakcyjna nad czasopismem naukowym (najczęściej są to kwartalniki lub – w szczególnych przypadkach – półroczniki) w niespodziewany i zadziwiający sposób przypomina czasami skrzyżowanie serialu The Killing (oczywiście minus krwawe ofiary – przynajmniej do tej pory) ze szlachetnym powabem oldskulowej humanistyki, do jakiej czasami zdarza mi się tęsknić w chwilach przemęczenia obfitością interesujących materiałów dostępnych w open access i następcach nieodżałowanej (choć częściowo – ale tylko częściowo – już zastąpionej przez kolejne „projekty”) library.nu. Są więc nieoczekiwane zwroty akcji (czasem po wielekroć), budżetowe dreszcze ekscytacji i napięcia, przesyłanie brakujących elementów w trakcie ostatnich 20 minut przed wsylaniem do wydawnictwa, obawy przy otwieraniu plików z kolejnymi recenzjami (to nie jest żadna fikcja anymore!) – ale jest także konieczność drobiazgowego sprawdzania wielu szczegółów, które zachwycą każdego / każdą humanist(k)ę z krwi i kości, bo wymagają dogłębnej eksploracji archiwum i ustalania wersji; są inspirujące wymiany myśli i maili, jest euforia i adrenalina po udanej burzy mózgów i czasem bywa też satysfakcja z efektu. I lęk przed otwarciem pierwszego wydrukowanego egzemplarza (bo ja akurat mam takiego farta, że zawsze rzucają mi się w oczy ostatnie błędy, które jakimś cudem przetrwały trzy korekty). Jak jednak kiedyś pocieszyla mnie koleżanka – „i tak tego nikt nie czyta”. Wszyscy uwielbiają narzekać i marudzić, jaka ta nasza humanistyka marna. A może jednak nie?

Reklamy