Poza cyfrową humanistykę, albo zautomatyzowane zarządzanie w korpouni

usos copyPiątkowe biuletyny z zarządzeniami administracji trafiające do skrzynek mailowych pracowników nie są zazwyczaj „gorącą” lekturą – podejrzewam, że większość z nas kasuje je bez namysłu (a to błąd; bardzo często sprytnie ukryte w ogłoszeniach zamieszczonych na BIPie są rzeczy Bardzo Ważne i Fundamentalne). Przyznaję, czasem zadaję sobie trud otwarcia kilku plików pdf, w których – jak podejrzewam – mogą być ukryte miny, na których mój reżim czasowy wywraca się później do góry nogami. Tym razem to nie mina, tym razem oficjalnie weszliśmy w epokę zautomatyzowanego zarządzania. W jednym z „pism okólnych” czytamy: „Ze względu na zautomatyzowanie przebiegu procesu planowania i rozliczania zajęć dydaktycznych przy wsparciu systemów USOS oraz SAP, zobowiązuje się wszystkie jednostki do terminowego i poprawnego wprowadzania danych do USOS, a w szczególności (…)” Tu oczywiście następuje wyliczenie owych szczególności. I, zaiste, zautomatyzowany ten przebieg jest w pełni, ech. To jedna z cech korpouni, którą określiłabym jako zasadniczą – skrajny brak elastyczności. W przypadku „zarządzania przebiegiem” polega to choćby na tym, że nie mam uprawnień administracyjnych pozwalających mi na przykład na dodawanie studentów do grupy. Wszystko – wbrew pozorom – w USOSie jest bowiem skrajnie scentralizowane, włącznie z funkcjonalnościami na poziomie globalnym (co staje się upiorne dla wszystkich, którzy próbowali kiedykolwiek modułowego programu studiów). Nie nad USOSem jednak chciałabym się rozwodzić, który jest jedną z większych porażek informatycznych, z jakimi miałam w życiu do czynienia (przynajmniej w zakresie projektowania user experience :-).

Chodzi – jak zwykle – o kwestię ogólniejszej natury. W książce Code/Space. Software and Everyday Life Roba Kitchina i i Martina Dodge’a znalazłam fragmenty, które doskonale opisują rzeczywistość uniwersytetu zmierzającego w stronę korpouni, opartego przezde wszystkim na automatyzacji zarządzania. Przytoczę dłuższe fragmenty z książki, która jest zresztą świetnym wprowadzeniem do tego, jak oprogramowania przenika i organizuje nasze życie codzienne (często na poziomie, który znika z pola widzenia i z naszej świadomości, bo jest tak błahy, banalny i zwyczajny, że natychmiast się doń przyzwyczajamy). Otóż otwierając zdaniem mówiącym o tym, że „oprogramowanie jest kluczowym aktorem w tworzeniu społeczeństwa kontroli”, Kitchin i Dodge kontynuują, powołując się na artykuł Philipa E. Agre „Surveillance and capture: two models of privacy” (z – bagatela! – 1994 roku):

„(…) mechanizmy, za pomocą których dane są produkowane

[Kitchin i Dodge konsekwentnie posługują się terminem capta w miejsce data – co Kitchin uzasadnia w swojej książce z ubiegłego roku, The Data Revolution. Big Data, Open Data, Data Infrastructures and Their Consequences, lekturze równie ważnej dla cyfrowych humanistow, jak Code/Space],

w coraz większym stopniu stają się integralną częścią systemu, który mają monitorować i regulować – te mechanizmy zaś w efekcie redefiniują i rekonfigurują ów system, często w czasie realnym.” (s. 86).

Przykłady przytaczane przez autorów dotyczą raczej zupełnie innej domeny: tak jest na przykład w przypadku skanowania produktów przez pracowniczki kas w hipermarkecie (to wciąż sfeminizowana, nisko opłacana praca z gatunku tych najbardziej „śmieciowych” i podatnych na wyzysk). To coś więcej niż tylko akt sprzedaży – z danych można odczytać częstotliwość i przebiegi czasowych poszczególnych operacji każdej pracownicy. System służy oczywiście do zautomatyzowanej sprzedaży, ale jednocześnie pozwala monitorować pracowników i ustalać ramy ich „efektywności”. Kitchin i Dodge podsumowują:

„Innymi słowy, zamiast monitorować pracownika za pomocą zewnętrznego systemu nadzoru, który wzmacnia samodyscyplinę, sprawdza się pracownika stosując proces całkowicie zinternalizowany, który w aktywny sposób kształtuje jego efektywność.”(s. 87).

Wszystkie procedury, które mamy do wykonania w USOSie (ocenianie, wypełnianie protokołów, ich zatwierdzanie, drukowanie i dostarczanie) można opisać za pomocą „gramatyki działania” (określenie Philipe’a Agre), czyli

„sformalizowanego zestawu zasad, które zapewniają, że poszczególne zadania są wypełniane w określony sposób, biorąc pod uwagę pewne kryteria i dane na wejściu.” (s. 87).

Zatrzymam się, póki co, w tym miejscu (pozostawiając na boku bardzo interesujące terminy „cyfrowego cienia” i „cyfrowego śladu” – u Kitchina i Dodge’a odpowiednio „capta shadow” i „capta trail” (s. 90). Czy wiemy, co się z nimi w związku z naszymi operacjami w USOSie dzieje? Nie. Nie w dobie masywnego handlu danymi na wielu różnych poziomach – i to może być niepokojące.

Być moze jest więc tak, że biurokratyzacja, na którą wszyscy narzekamy i która, jak czujemy podskórnie, jest absolutnie przytłaczająca – jest pochodną właśnie owych „gramatyk działania”, bez których oparty na oprogramowaniu, zarządzany automatycznie uniwersytet już nie moze się obejść. „Oparty”, nie zaś zaledwie „wspomagany”, jak łudzi nazwa „Zintegrowanego Informatycznego Systemu Wspomagania Zarządzania Uczelnią”. (Tak, tak się to nazywa).

Bo tego uczy kulturoznawcze myślenie o mediach – nie są „tylko” narzędziami, nie są przezroczytse ani niewinne (i w tym kontekscie historia korporacyjnego SAPa jawi się szczególnie interesująco). Cyfrowa humanistyka? Zaczyna się od refleksyjnego logowania do USOSa.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Poza cyfrową humanistykę, albo zautomatyzowane zarządzanie w korpouni

  1. Moi studenci/tki po moich zajęciach z socjologii komunikacji, nabierają refleksyjnego podejścia do USOSa, niestety na polu tłumaczenia tego władzom uni nie mam takich sukcesów. p.s. Krzysiek Abriszewski zajmował się USOSem od latourowskiej strony.

    Polubienie

    • Swoją drogą, o ile można prześledzić historię SAPa, to USOS jakby narodził się z piany morskiej, jak Wenus 🙂 Pamiętam, że przy próbie dociekania, dlaczego nie można programu studiów zaprojektować w pewien spsoób, zawsze ostatecznie słyszałam, że to niemożliwe w USOSie (a wiem, co to za narracja, bo sama ją stosuję czasem wobec studentów :-).

      Polubione przez 1 osoba

    • Dzięki za naprowadzenie na trop tekstu Krzysztofa Abriszewskiego – już go mam, zlinkowałam w PS do wpisu wersję w repozytorium UMK. Właśnie czytam 🙂

      Polubienie

  2. Bardzo ciekawy temat; szczególnie istotna zdaje się podskórna
    obecność automatyzacji jak gdyby wyparta ze świadomości ludzi.
    Myślę, że jakiś nowy nurt badań kulturowych mógłby – na wzór
    psychoanalizy czy feminizmu – skupić się na utajonych strukturach
    automatyzacji w działalności człowieka (również w sztuce!)
    A tak w ogóle to kto jest odpowiedzialny za całą ideę USOS?
    Nigdy nie spotkałem kogoś, kto by ją popierał.

    „cyfrowy cień” brzmi trochę jak tytuł powieści s-f

    Polubienie

    • Może dlatego, że jest dzisiaj z jednej strony wszechobecna, z drugiej dotyczy zupełnych oczywistości i tej sfery życia, której się nie analizuje, tylko się tam dziala (trudno też być refleksyjnym przez cały czas funkcjonowania). Automatyzacja staje się taką „epistemologiczną tapetą” (to z kolei zapożyczyłam od N Thrifta z „Non-representational Theory”).

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s