„W ogóle to ci ludzie to ciekawa scena jest…”

hawangardaTytuł wpisu jest inspirowany rezonansem, jaki wzbudził Międzynarodowy Festiwal Literatury Eksperymentalnej Ha!awangarda na forum demoscenowym (courtesy of Piotr Marecki, który nie omieszkał rozesłać wici o tym wydarzeniu i o feedbacku). Rzecz będzie dotyczyć właśnie tego znaczącego z kilku powodów eventu, który wrasta w akademicką tradycję, bo od tego właśnie zaczynam październik. Zapewnia nam stosunkowo miękkie lądowanie po wakacjach (kiedy radośnie oddajemy się iluzjom i inspiracjom pod hasłem ile-super-rzeczy-można-byłoby-napisać-zrobić) na dość twardy grunt academii, gdzie szybko okazuje się to, co zwykle – że owszem, można, ale tylko nadludzką mocą, którą mają wyłącznie herosi. Tak czy owak, Ha!wangarda z początkiem października, gość w dom etc. Muszę od razu przyznać się bez bicia – nie udało mi się uczestniczyć nawet w 30% tegorocznego festiwalu, może w połowie eventów ubiegłorocznego, ale poziom inspiracji jest i tak niebywale wysoki. Po pierwsze, w ubiegłym roku, podczas prezentacji Zenona Fajfera i spotkania z Michalem Joycem dane było mi olśnienie w postaci konwersacji z młodą osobą (chyba studentką…) w kolejce do toalety w Czułym Barbarzyńcy, gdzie oba zdarzenia miały miejsce (wiadomo, że kolejki do damskiej toalety to forum z gruntu demokratyczne). Osoba wyznała z nadzwyczaj szczerą radością i świeżością, że kompletnie nie ma pojęcia o tym, co to jest e-literatura, ale impreza jest świetna i ten starszy pan (Michael Joyce) mówił takie ciekawe rzeczy. Jak dla mnie, to jest właśnie najgłębszy sens Ha!wangardy – wbrew tytułowi (bo prócz awangardowych podtekstów także „Międzynarodowy Festiwal Literatury Eksperymentalnej”) to zdarzenie jest jednym z najciekawszych interfejsów łączących akademickie dysputy ze światem zewnętrznym. Mało tego, mam poczucie, że zachodzi tutaj głęboki, poważny i twórczy kontakt wielu światów, w tym świata tych, którzy nie mają pojęcia o e-literaturze i tych, którzy ją praktykują, badają lub… się snobują (w czym nie ma nic złego). Tak czy owak, gdyby ktoś jeszcze parę lat temu powiedział, że w Krakowie będziemy mieć możliwość zobaczenia wystawy i uczestniczenia w warsztatach prowadzonych przez Nicka Montforta i że Michael Joyce będzie tutaj opowiadał o swoich związkach z Polska i nowym projekcie powieści lokacyjnej (2013), że będzie można spotkać całą scenę e-literacką Europy Srodkowej i Wschodniej (z Zuzaną Husarovą ze Słowacji i Natalią Fedorovą z Rosji) (2013), że Mariusz Pisarski z Techstów (prosto z Londynu) będzie oferował fascynujące wykłady i warsztaty literatury w przestrzeni wzbogaconej (2014) i że będziemy gościć Kathi Inman Berens z Annenberg School of Communication – krótko mówiąc, to wszystko dla ludzi choćby całkiem luźno związanych z lietraturą eksperymentalną, teorią mediów czy sztuką mediów brzmi zupełnie jak marzenie, które zawsze się pielęgnowało, ale nie miało się odwagi go wyjawić. W tym wszystkim znakomite eventy artystyczne – w 2014 roku moim absolutnym faworytem stał się „Cyberżulerski performans zaprawiony ZUSWAVEM i POORWAVEM, z przypisami podwieszonymi w kosmosie – Leszek Onak / Łukasz Podgórni / Piotr Puldzian Płucienniczak”, czyli niepowtarzalna Rozdzielczość Chleba. Do tego dochodzą wydawnictwa Korporacji Ha!art: w 2013 roku m.in. „Opowieści graficzne” Juliana Antonisza (trwała Antoniszowa passa; dopiero co zakończyla się wystawa w Muzeum NArodowym w Krakowie, przeniesiona z Zachęty), w 2014 po pierwsze: „Zegar światowy” Nicka Montforta (w tłumaczeniu i z posłowiem PIotra Mareckiego), po drugie: rzecz tak fundamentalna, jak Cybertekst Espena Aarsetha w przekładzie zbiorowym (Dorota Sikora i Mariusz Pisarski (rozdział 1), Paweł Schreiber (rozdziały 2, 3, 5, 7), Michał Tabaczyński (rozdziały 4, 6, 8, 9). W międzyczasie: „Przestrzeń pisma” Jaya Davida Boltera. Do tego trzeba byłoby dorzucić kilka innych bardzo ważnych tytułów (jak cała seria liberatury redagowana przez Katarzynę Bazarnik i Zenona Fajfera czy jak kolejna podstawa: „XAnadu. Hipertekstowe przemiany prozy” Mariusza Pisarskiego) oraz specjalne numery Ha!artu wydawane właśnie z okazji lub w związku z festiwalem.

Ha!wangarda jest jednym z przykładow takich miejsc, gdzie wszystko to, co najlepsze z academii spotyka się z wieloma przestrzeniami zupełnie w niej na codzień nieobecnymi (albo obecnymi z wielkim trudem); gdzie wzajemne uczenie się ma formę atrakcyjną i inspirującą; gdzie nabiera sensu cały dyskurs związany z przemianami form produkcji wiedzy w kontekście pozaakademickim. Co decyduje o jakości uczelni? Ludzie, jacy tam pracują. Dlaczego muszą / chcą realizować swoje pomysły poza jej murami? To kolejne pytanie, na które można odpowiedzieć na znacznie więcej sposobów, niż aktualnie przyjdzie nam do głowy. W każdym razie studenci więcej mogą się nauczyć uczestnicząc przez kilka dni w festiwalu, niż przez cały semestr niejednych zajęć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s