Zhakować system

Warto uważnie przeczytać długi list zamieszczony w London Review of Books: Marina Warner, „Diary”. Chociaż dotyczy kontekstu brytyjskiego, to i w naszych warunkach mamy do czynienia z bardzo podobnymi schematami. Przede wszystkim z kryteriami oceny, które zmieniają się w trakcie gry, ale również z czymś znacznie poważniejszym: przeniesiem całej ciężkości na czysto formalne, zewnętrzne mierniki „sukcesu” w świecie akademickim. Piszecie teksty z niemałym wysiłkiem, które już po opublikowaniu stają się śmieciowym dorobkiem, bo zmienił się sposób oceny? Czekacie w napięciu na coroczne listy czasopism punktowanych, żeby nie okazało się, że dorobek z ostatniego roku (dwóch) lat nagle pokaźnie się zmniejszył? Wypełniacie ankietę samooceny pracownika za ostatnie trzy lata i ze zgrozą dostrzegacie, że zmieniły się wagi? Poświęcacie sporo energii dydaktyce i widzicie, że nie ma to najmniejszego znaczenia (o ile bazylion studentow nie wypełni w systemie ankiety oceny waszych zajęć, wszystkie na maksymalną liczbę punktów)? Nie chcę zagłębiać się w gąszcz dyskusji wokół parametryzacji i bibliometrii, wagi punktów i spsobów oceny („punkty są niedobre, ale nie wymyślono nic lepszego”, „to przecież najabrdziej obiektywny sposób” bla-bla-bla, argumenty powielane ad nauseam i w pustce, bo nie wnoszą do dyskusji nic nowego). Problem kryje się gdzie indziej i jest znacznie poważniejszy: w trwającym procesie zamieniania uniwersytetów w korporacje (pojawiają się już przecież przetargi na prowadzenie zajęć i umowy o stypendia zabezpieczane wekslami in blanco) jesteśmy trenowani do przyjmowania czysto formalnych, zewnętrznych, ustalanych w nieprzejrzysty sposób mierników sukcesu.

Zeby nie być gołosłowną:

unikorpo

Każdy, kto oceniał NCNowski wniosek o grant wie, jakie są kryteria „wyróżniającego” i „bardzo dobrego” dorobku naukowego: odhacza się po prostu odpowiednią rubrykę z bardzo precyzyjnie określonymi parametrami (tak, tak wybitna rozpoznawalność na świecie, publikacje wyłącznie w czasopismach z listy ERIH, obecność w Web of Science etc.). Nie czarujmy się – kto wśród polskich humanistów (w tym z tytułami profesorskimi) spełnia te kryteria? I nie chcę wszczynać po raz kolejny (ad nauseam) dyskusji o to, czy publikować po angielsku (oczywiście, że tak!), bo zupełnie nie w tę stronę zmierzam. Myślę o tym, że oceniając wniosek o grant możemy ocenić dorobek zgodnie z własnym przekonaniem (a wbrew bardzo precyzyjnie sformułowanym podpowiedziom systemu) i uzasadnić to w rubryce na to przeznaczonej. Pytanie brzmi tylko, ile/ilu z nas będzie na to stać? Nie chodzi o jakąś heroiczną odwagę, a zwykłe zwrócenie uwagi na to, że to nie system OPI ocenia projekty, tylko my – eksperci (tak, mam na to papiery, jestem ekspertem, mimo dorobku, który wielu oceniających zakwalifikowałoby jako przeciętny – i słusznie z punktu widzenia kryteriów czysto formalnych bardzo szczegółowo wpisanych przy odpowiednich rubrykach do kliknięcia) i że możemy/powinniśmy w tym kierować się własnym uznaniem i rozeznaniem, czyj dorobek jest rzeczywiście znaczący (na przykład dla debaty publicznej w Polsce). Czy stać nas dzisiaj na to (czasowo, myślowo i emocjonalnie), żeby zhakować system? Zeby uczyć młodych ludzi, że to nie zewnętrzne, formalne kryteria decydują o ich sukcesie? (bo te kryteria zawsze będą podatne na „rewolucyjne” zmiany, które są najczęściej zawoalowanym interesem ekonomicznym) Zeby budować poczucie własnej wartosci studentów, doktorantów (i własne) w oparciu o coś zupełnie innego? Do pewnego stopnia posłużyłam się tutaj figurą retoryczną (która zazwyczaj wypada efektownie i działa). Nie ma jednej dobrej odpowiedzi i każdy z nas musi borykać się z tymi pytaniami na własną rękę.

Poświeciłam na ten wpis 30 minut wyrwanych walce o akademicką parówkę (well, bardzo do niej daleko, z tej perspektywy nawet nie widać – gruba, czy cieniutka) i ucieczce przed akademickim kijem (rozsądek podpowiada, że w tej sytuacji trzeba zarezerować znaczne zasoby energii na dobrą amortyzację, bo kij jest daleko bardziej realny niż parówka. W znanym powiedzeniu podmieniłam marchewkę (wydaje mi się zbyt szlachetną metaforą tej sytuacji, parówka znacznie lepiej opisuje to, co ma być ewentualną nagrodą).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s