Paradoks lektury

Rzadko zdarza się, że mogę zacząć dzień od lektury porannej prasy. Nie mam tutaj jednak na myśli żadnego polskiego tytułu (no, może oprócz „Tygodnika Powszechnego”), bo to obraza intelektu i tortury – prace licencjackie moich studentów w pierwszej wersji męczą mniej niż lektura tuzów i adeptów polskiego dziennikarstwa. Nad tym jednak szkoda się – póki co – rowodzić. W każdym razie przegląd prasy od dawna zastępuje mi Twitter, który przynosi mi i tak znacznie więcej informacji z dziedzin, które mnie interesują, niż to możliwe do przełknięcia. W każdym razie moją uwagę przykuł krótki twit:

Przeczytałam, bo oczywiście fraza „…Cultural studies is to blame.” natychmiast przykuwa moją uwagę. Zazwyczaj po chwili czuję się zupełnie uspokojona, bo to zwiastuje wyjątkowo uproszczoną wersję studiow kulturowych, nie inaczej i tym razem:

The cultural studies squad certainly doesn’t sweat the complications and scarcely bothers with the particular words. It just asks students to grasp the salient points, usually regarding who, in a given setting, is oppressing whom.

Chciałoby się wręcz rzec, lekarzu, ulecz się sam – skoro narzekasz na nierzetelność i powierzchowność lektury, to zadaj sobie trud, żeby poczytać co nieco z działki „cultural studies” nieco dokładniej (znamienne, nie padają tutaj żadne nazwiska).

Zgadzam się jednak, coraz trudniej znaleźć czas na prawdziwą lekturę i coraz trudniej czytać książki w całości – zmieniają się nasze nawyki lekturowe i wzory działania naszych umysłów. Czasami rownież mnie to niepokoi. Zastanawiam się, czy nie wkraczamy w epokę, w której znakomita część humanistyki (w tym niemal cała filozofia) nie zostanie po prostu zapomniana, a ciągłość kulturowa istotnie nadszarpnięta. To wcale nie pesymizm ani nie utyskiwanie. Były przecież w historii Europy takie epoki, w których dziedzictwo filozofii greckiej było całkowicie niemal zapomniane. Nigdy zresztą dostęp do tych rezerwuarów nie był dostępny tzw. masom. Zastanawiam się czasem, jak będziemy się porozumiewać w społeczeństwie, w którym coraz większa liczba wykształconych ludzi będzie musiała codziennie od nowa wymyślać koło i proch (mówiąc metaforycznie), bo nigdy nie wpadła na to, żeby poczytać Nietzschego.

Tyle tylko, że martwi mnie także proponowane rozwiązanie – aplikacja, która ma narzucać sposób korzystania z komputera (m.in. zapobiegać przełączaniu się między aplikacjami). To typowo technokratyczne i wynikające z głębi umysłu instrumentalnego rozwiązanie. Kolejny przykład rozwiązywania nietechnicznych problemow czysto technicznymi środkami. Argumentacja jest zresztą rownie znamienna:

The blackout can be achieved, I was delighted to learn, through something called the Freedom app, which allows one at the keyboard to focus on his or her word processor, and nothing else—the digital equivalent, Mikics suggests, to maintaining celibacy at an orgy.

Czyli zaczynamy od przymusu (w dodatku przypominającego zawracanie kijem Wisły) – i ani słowa o wartości dyscypliny wewnętrznej ani o tym, jak ją wypracować? Do tego sprowadzają się rady „humanistów z górnej półki”? Do języka rodem z fundamentalistycznych odłamów myśli religijnej, zatopionej w rozważaniach i winie i karze? Jeśli tak, to zdecydowanie wolę swoje kulturoznawcze podejście. Tym bardziej, że każe mi ono zadawać nieco głębsze pytania, które zresztą prowadzą do odpowiedzi, że „przesyt informacji” towarzyszy nam od dłuższego czasu: jak pisze Daniel Rosenberg na łamach „Journal of the History of Ideas”, w całym okresie naszej zachodniej nowoczesności (D. Rosenberg, „Early Modern Information Overload”, Journal of the History of Ideas, 2003, vol. 64, no. 1 – do znalezienia w bazie JSTOR).

Advertisements

About nytuan

Moje oficjalne bio akademickie: Dr Anna Nacher – asystent w Katedrze Mediów Audiowizualnych Instytutu Sztuk Audiowizualnych. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się na teorii mediów w perspektywie kulturoznawczej, studiach genderowych, antropologii audiowizualności, nowych zjawiskach w kulturze współczesnej, przemianach związanych z procesami globalizacyjnymi. Aktualne tematy badań własnych: analiza przemian dyskursu przestrzeni w mediach nowej generacji (przestrzeń hybrydowa, locative media), praktyki dyskursywne Internetu drugiej generacji (folksonomia i architektura informacji). Prowadzi także zajęcia na Podyplomowych Studiach z Zakresu Gender. Pasjonuje się muzyką współczesną i elektroniczną (zwłaszcza elektroakustyczną, improwizowaną i awangardową wokalistyką), w wolnych chwilach prowadzi własny projekt muzyczny. Wolny czas najchętniej spędza podróżując na rowerze bądź uprawiając trekking w górach Europy i Azji. Miłośniczka przestrzeni wielkomiejskich i dzikiej przyrody. W 2006 roku obroniła (z wyróżnieniem) na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej doktorat dotyczący kategorii gender w telewizji. Autorka książki Telepłeć. Gender w telewizji doby globalizacji, Kraków 2008: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Inne ważniejsze publikacje: Reality TV niebezpieczne związki z rzeczywistością [w:] Rzeczywistość a dokument, red. M. Miśkowiec, M. Kozień-Świca, Kraków 2008: Muzeum Historii Fotografii; Cyborg jako kłącze – polityka produktywnych sprzeczności [w:] red. Radkiewicz M., Gender – konteksty, Kraków 2004: Rabid, “Przygody nowoczesności poza euroamerykańskim centrum” [w:] „Przegląd Kulturoznawczy” nr 3 / 2007, “Pasaże ekstazy” [w:] „Przegląd Kulturoznawczy”, nr 2 / 2007; „Kulturoznawstwo – studia nad płcią. O potrzebie aliansu” [w:] „Kultura Współczesna”, nr 2 (52) / 2007, „Zagubiony w gatunkowym labiryncie – kilka uwag o modelu analizy gatunkowej w telewizji” [w:] „Kultura Popularna”, nr 1 (15)/2006. Aktywna także jako tłumaczka tekstów anglojęzycznych z zakresu teorii mediów, teorii gender i kulturoznawstwa. Od roku 2007 uczestniczy w dwuletnim ministerialnym projekcie badawczym „Miasto w sztuce – sztuka miasta: analiza kulturowa przestrzeni miejskich przełomu XX/XXI w.” Studentów uczestniczących w prowadzonych przeze mnie kursach zapraszam z korzystania z materiałów zamieszczonych na https://nytuan.wordpress.com oraz do współtworzenia bloga.

Posted on 02/11/2013, in Uncategorized. Bookmark the permalink. 2 komentarze.

  1. Fragmentaryczna lektura wydaje się wymuszona dostępnością do obezwładniającej masy tekstów. Robienie researchu do jakiegoś tematu to często paraliż i zalew koszmarnej liczby publikacji, z których część nie wnosi nowych wątków. Wiec przeglądamy te książki:), przeszukujemy je… Dla mnie takim zrywającym ciągłość doświadczeniem jest też czytanie książek na czytniku. Gorzej pamiętam te teksty, trudniej mi coś w nich zneleźć – choć oczywiście ratuje mnie tu technologia i ctrl f 🙂

    Lubię to

    • Wydaje mi się, że w tym artykule nie chodzi nawet o fragmentaryczność lektury spowodowaną specyfiką narzędzi stosowanych w przypadku dokumentów cyfrowych, ani też nie o nadmiar lektury – ten „rant” wymierzony jest w tych, co nie czytają Platona ani Szekspira od deski do deski, bo podjudzeni przez niegodziwych kulturoznawców wolą oglądać klipy na jutjubie albo przeglądać statusy na fejsie (dzięki tymże niegodziwcom wiedzą bowiem, że aanliza sprowadza się do tego, kto kogo opresjonował 🙂
      Ale to rzeczywiście poważny problem i zgadzam się: z jednej strony zalew wielu kiepskich tekstow (na szczeście dość szybko udaje mi się odsiewać, może dlatego, że nie za często czytam raporty z badań empirycznych ;-), z drugiej – pokusa, żeby „przyspieszyć” i czytać bardziej efektywnie za pomocą opcji „wyszukaj”. Chyba dlatego coraz bardziej cenię sobie filozofię i książki, których po prostu nie da się tak czytać, bo wymagają sporego wysiłku, a czasem wręcz kropli potu na czole :-).

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s