Humanistyka cyfrowa jako przedsięwzięcie krytyczne

Bardzo żałuję, że nie udało mi się ostatecznie dotrzeć na Ogólnopolski Kongres Studentów i Doktorantów Historii Sztuki, na panel poświęcony humanistyce cyfrowej zorganizowany przez Obywateli Nauki, zawiniło zapalenie krtani, które i tak na jakiś czas wyłączyło mnie z mówienia. A chciałam kontynuować wątek humanistyki cyfrowej w jej krytycznym aspekcie. Muszę zresztą przyznać, że niezłą inspiracją okazała się fejsbukowa dyskusja na ten temat, m.in. z Radosławem Bombą oraz Marcinem Wilkowskim, w której padło wiele interesujących kwestii (dyskusja byla obszerna, mam nadzieję, że autorzy wypowiedzi nie mają nic przeciw upublicznieniu tutaj):

dh_dyskusja DH_dyskusja2 DH_dyskusja3

Z dyskusji wzięłam tylko najważniejsze fragmenty, które zainspirowały mnie do przygotowania głosu w dyskusji, którego ostatecznie nie wygłosiłam. Trochę nadrabiam więc tutaj. Myślę, że warto przede wszystkim rozwiać nieporozumienia, które zazwyczaj towarzyszą użyciu określenia „krytyczne”. Tak się złożyło, że mniej więcej w tym samym czasie mieliśmy przyjemność gościć Davida Gunkela z Northwestern University, który poprowadził w moim Instytucie seminarium z cyklu spotkań wokół posthumanizmu. Sporo rozmawialiśmy, tematow w dyskusji przewinęło się sporo. Podążę więc tutaj tropem także tych dyskusji. Gunkel w swojej najnowszej książce, The Machine Question, poddaje krytyce pewne rozumienie technologii, mające zresztą w humanistyce długą – i bardzo prominentną – tradycję: chodzi o instrumentalne rozumienie techniki (jako „po prostu”, głównie lub zasadniczo narzędzia). Można to myślenie odnaleźć zarowno u Heideggera (któż z nas nie zna słynnego fragmentu o młotku), jak i McLuhana. Gunkel pisze: nie ma w tej koncepcji nic inherentnie błędnego, sprawdzała się świetnie przy różnych okazjach i odpowiadała na kilka ważnych pytań. Krytyka tego podejścia nie zmierza do zastąpienia go innym ani wskazania jego fundamentalnych błędów; nie zmierza także – to chyba najtrudniejsza do przełknięcia kwestia wobec swoistego zwrotu pragmatycznego, instrumentalistycznego i antyteoretycznego (jeszcze odrobinę ironiczna) w dużym stopniu cechującego i cyfrową humanistykę, i cały nowy typ kultury, dla której naczelnym hasłem jest „make” – do znalezienia rozwiązań opisywanego problemu. Taka głęboko krytyczna postawa – dla mnie osobiście stanowiąca istotę humanistyki (sama jestem zaskoczona górnolotnością tej frazy) – oznacza coś innego. Gunkel cytuje Barbarę Johnson, która pisze, że krytyka w tym bogatym filozoficznym sensie oznacza „analizę, która koncentruje się na tym, co gruntuje możliwości systemu. Krytyka dokonuje lektury wstecznej wychodząc od tego, co wydaje się naturalne, oczywiste lub uniwersalne i pokazując, że te rzeczy mają swoją historię, powody, dla których są właśnie takie, efekty, które wywierają na tym, czego są przyczyną; że punkt początkowy nie jest dany, ale jest konstrukcją, zazwyczaj pozostającą niewidoczną dla samej siebie.” (B. Johnson we wstępie do tłumaczenia Dissemination Derridy, s. xv, za D. Gunkel, The MAchine Question, s. 11). Nie chodzi zatem, jak dalej pisze Gunkel, o odkrycie wad czy błędow do naprawienia systemu, podejścia czy sposobu myślenia – w takim krytycznym podejściu liczy się zbadanie i ujawnienie mechnizmu jego funkcjonowania, warunków możliwości, zobaczeniu, że to, co wydaje się być niekwestionowalne i oczywiste, ma swoją często złożoną historię, która zresztą równie często znika z pola widzenia. I takie właśnie rozumienie „krytycznego” przedsięwziecia mam na myśli przede wszystkim (tak wiem, to bardzo ryzykowne, niemodne i obśmiane, żeby derridiańskimi miazmatami traktować projekt, który w dużej mierze deklaratywnie pożegnał się z teoretyzowaniem; którego wielu zwolenników uważa, że studia kulturowe to przeżytek; że pytania o relacje władzy zostały już rozstrzygnięte – ale też może właśnie z powodu takiego rozumienia myślenia krytycznego tak często „postmodernizm” występuje w roli ulubionego chłopca do bicia, zarowno po prawej, jak i po lewej stronie akademii). Z tego punktu widzenia niepokoi mnie np. mająca charakter nawyku praktyka dzielenia humanistyki na „starą” i „nową” (choć sama to czaem czynię na użytek czysto operacyjny). I z tego punktu widzenia interesuje mnie np. kwestia „slow DH”, o której pisałam w poprzednim poście na ten temat. Ciekawą interwencją – która zresztą zadaje kłam wygodnemu podziałowi na nadmiernie teoretyzujących i tych skoncentrowanych na praktyce – jest w tym przypadku projekt Nicka Montforta, czyli badacza i twórcy realizującego się w obszarze e-literatury (to pole często niemal zupełnie niezauważane w popularnych ujęciach DH). Podążam tutaj tropem wyznaczonym przez Mariusza Pisarskiego, który niedawno, goszcząc w Krakowie, poświęcił Nickowi Montfortowi wykład. „Round” jest bardzo szczególnym poematem, który operuje zwalniając jednocześnie komputer odbiorcy, znacznie obciążając moc procesora – można zobaczyć tutaj strategię kontrkulturową, formę medium taktycznego, ale można także zobaczyć performatywną wypowiedź krytyczną.

Dlaczego w takim razie uprawiać tak rozumianą krytykę, jeśli nie prowadzi ona do sprawdzalnej i praktycznej odpowiedzi na konkretnie postawiony problem? Krótko mówiąc: po co refleksja badawcza, która niczego nie rozwiązuje? Po prostu dlatego, że umożliwia odmienne zestawy pytań, a to z kolei pozwala na wyróżnienie nowej problematyki, która w innym przypadku nie stałaby się widoczna. Odwołam się znowu do Gunkela: „pytania wyznaczają zestaw możliwości sprawiając, że rzeczy pojawiają się w polu widzenia i mogą zostać poddane badaniu.” (s. 13). Jeśli zaś chodzi o kwestię technologii – pytań nigdy dosyć. Dla dobra wszystkich istot.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Humanistyka cyfrowa jako przedsięwzięcie krytyczne

  1. Reblogged this on Filologia cyfrowa :: Mediewistyka 2.0 and commented:
    „Krótko mówiąc: po co refleksja badawcza, która niczego nie rozwiązuje? Po prostu dlatego, że umożliwia odmienne zestawy pytań, a to z kolei pozwala na wyróżnienie nowej problematyki, która w innym przypadku nie stałaby się widoczna. Odwołam się znowu do Gunkela: “pytania wyznaczają zestaw możliwości sprawiając, że rzeczy pojawiają się w polu widzenia i mogą zostać poddane badaniu.”” Nic dodać, nic ująć.

    Polubienie

  2. Jako socjolog techniki (zahaczający o subkultury make i nowe media w edukacji) i fan SF / post-human jestem raczej rozczarowany taką propozycją humanistyki. Nie widzę w niej niczego interesującego dla mojej pracy.

    1. Krytyka „młotkowego” ujmowania technologii, w dobie STS czy 4E jest zupełnie anachroniczna (ma sens wyłącznie jako praca organiczna nad poziomem polskiej Akademii). Przecież 4E i inne badania wywodzące się z pnia kongitywistycznego mają cały szereg propozycji badania tych interfejsów. Póki co nie umiemy użyć ich w badaniach społecznych (odwalili mi dwa wnioski, bo komisja uznała, że 4E nie mają związku z socjologią), a w badaniach humanistycznych dopiero wchodzą one do dyskursu (świetna monografia Afeltowicza jest ciągle słabo znana).

    2. Pokazywanie, że „rzeczy mają swoją historię” brzmi zupełnie absurdalnie. Polska humanistyka cyfrowa nie ma nawet podstaw do takich analiz. Nie ma w Polsce sensownej analizy przejścia od cybernetyki do informatyki, nie ma zbyt badań poszczególnych środowisk (np. radioastronomowie Solidarności jako proto-hackerzy). Ba – wciąż spotykam cyfrowych humanistów, którzy nie widzą związku między kulturą Bell Labs, 1968 a współczesnymi etosami cyfrowymi.

    Jak ktoś nie wie jak informatyka akademicka radziła sobie z informatyką „podziemną” (choćby z dość konserwatywnego Akery!), to jego zdolność do analiz kulturowych jest ekstremalnie kulawa. Wszystko będzie mu się wydawało „nowe i płynne”, tymczasem nawet ruch make czerpie z kultury wizualnej PRL (Adam Słodowy jako postać ikoniczna).

    3. Chociaż całym sercem kibicuję zwrotowi pragmatycznemu, to z przykrością widzę, że w Polsce ma on minimalne znaczenie (być może z braku środków). W najlepszym przypadku przepisujemy Suchman, Hutchinsa czy Harraway, w najgorszym – ignorujemy. W międzyczasie koledzy i koleżanki z neuro-bio-info pędzą do przodu.

    Jak to jest, że koleżanka z fizyki UW zna teksty Karin Knorr-Cetiny lepiej niż recenzenci moich projektów socjologicznych? Tymczasem polska akademia rzuciła się na Harraway (i słusznie!, bo to piękno i dobro) – głównie dlatego, że humanistyka feministyczna jest najbardziej otwartą częścią polskiej akademii. Tyle, że Harraway bez przerobienia korzeni socjologicznych (technika gryzie!) jest dość kulawa.

    4. Badania literackie też wyglądają żałośnie. Czyta się trochę Dukaja, ale już np. Watts czy Bacigalupi są lepiej przedyskutowani w fandomie niż w akademii. Po diabła używać Harraway do czytania anachronicznego Gibsona (już nawet Cadigan jest bardziej aktualna).

    Więc „derridiańskie miazmaty” nie są dla mnie świadomym wyborem metody badawczej, ale przejawem nie odrobionych lekcji. Z całego serca życzę polskiej humanistyce cyfrowej, aby się wzmocniła (chociaż cyfrowe badania społeczne są w jeszcze gorszych problemach).

    Polubienie

    • „Derridiańskie miazmaty” nie są „metodą badawczą” w ścisłym tego słowa tylko raczej pewną postawą. Dokładnie z powodów, o których pisze Pan powyżej, postuluję postawę krytyczną i będę się upierać przy swoim programie, nawet jeśli wydaje się on Panu zupełnie nieprzydatny 🙂 Na szczeście, nie ma jednej ścieżki w humanistyce. Ja z kolei nie widzę powodu, żeby ekscytować się tym, że „W międzyczasie koledzy i koleżanki z neuro-bio-info pędzą do przodu.” Do przodu, czyli gdzie właściwie? No właśnie tego typu zdania wrzucane zazwyczaj bezrefleksyjnie (to nie dotyczy Pana wypowiedzi) raczej mnie niepokoją. „Jak ktoś nie wie jak informatyka akademicka radziła sobie z informatyką “podziemną” (choćby z dość konserwatywnego Akery!), to jego zdolność do analiz kulturowych jest ekstremalnie kulawa. Wszystko będzie mu się wydawało “nowe i płynne”, tymczasem nawet ruch make czerpie z kultury wizualnej PRL (Adam Słodowy jako postać ikoniczna). ” Zgoda, ale myślę, że przejście od Adama Słodowego do kultury „make” nie jest wcale tak bezproblemowe ani oczywiste ze względu na radykalną odmienność warunków społecznych i kulturowych (i nie mamtutaj na myśli przeciwstawienia PRL / po PRLu, tylko odmienną funkcję i odmienne etosy DIY wtedy i dzisiaj). Ja zresztą zwrócilabym uwagę na wielość modeli i funkcji DIY w kulturze lat 80. i 90. chociażby. Pisząc o „historii” wcale przy tym nie miałam na myśli ewolucjonistycznych ciągów chronologicznych, ale to pewnie jest dla Pana oczywiste.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s