Monthly Archives: Lipiec 2013

Krótka (acz błyskotliwa) historia Radiofonii w kilku słowach

Od października 2012 roku mam przyjemność współprowadzić z Anią Morawiec audycję „Negatywy Popkultury” na antenie jednej z nielicznych niezależnych i niekomercyjnych rozgłośni radiowych w Polsce. Audycja jest właściwie swoistą radiową wersją mojej książki, Rubieże kultury popularnej i tematycznie była związana z tym, o czym w niej napisałam (tak, podcasty znowu niedługo będą dostępne). Krakowska Radiofonia pod wieloma względami była ewenementem: radio akademickie, finansowane przez 11 krakowskich uczelni, realizujące misję, z dużą ilością słowa i przede wszystkim audycjami tworzonymi przez pasjonatów. Muzycznie – absolutna rewelacja. Zadnych sztywnych playlist z komputera, żadnych reklam, brak polskiego popu z dużych wytwórni. Prawie zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe. No, powiedzmy, że nie każdy poranny DJski flow do mnie trafiał, powiedzmy, że sporo było potknięć technicznych, gramatycznych i wszelkich innych świadczących po prostu o tym, że jest to radio żywe, spontaniczne, szczere i gromadzące bardzo różnych ludzi. Co tydzień we wtorki o 12.00 testowałyśmy przez godzinę cierpliwość słuchaczy zarówno wynurzeniami na tematy całkiem poważne, jak na tę porę dnia, jak i oprawą muzyczną (przy okazji: nigdy nie wiadomo, co w trawie zapiszczy – jednym z najbardziej żywiołowo przyjętych przez słuchaczy tracków były.. .cykady – oprócz muzyki z niezawodnej serii antologii Ethiopiques). Już nawet nie wspomnę o tym, że między 12.00 a 13.00, czyli w samo południe, grałam czasem Maję Ratkje, Yoko Ono, Matmos, głosy sów and what not… Gdzie w Polsce można w eterze robić takie rzeczy? Oczywiście, był czasem bałagan w kablach (rzecz, którą pamiętam z pierwszych wizyt w Radiofonii, jeszcze na Rostafińskiego, w audycji Gochy Niecieckiej), czasem nie działała lampka w studio, czasem ktoś znienacka otwierał trzeszczące drzwi albo zadzwonił telefon; niektórze goście wyglądali na lekko zdumionych albo zszokowanych, kiedy konfrontowali się z własnymi wyobrażeniami na temat „profesjonalnego” radia.

Radiofonia nadal jest i działa, prowadzimy audycje ze studia mieszczącego się w niegdysiejszym Hotelu Forum, z wejściem przez Forum Przestrzenie, co jest świetnym adresem dla takiej inicjatywy. Skończyła się jednak pewna niepowtarzalna sytuacja, a jej zamknięcie jest symptomatyczne dla oznak pewnej degrengolady sfery publicznej w Polsce oraz fatalnej zmiany klimatu i retoryki na polskich uniwersytetach, które w coraz większym stopniu zaczynają przypominać „fabryki wiedzy”. Nie będę tutaj streszczać dość zawikłanej sytuacji, sporo pisała o tym swego czasu lokalna prasa – aktualny pejzaż wygląda tak, że częstotliwość Radiofonii, 100,5 fm, została przejęta przez… Grupę RMF, z którą dogadała się Fundacja Krakowskie Radio Akademickie „Zak”, zarządzająca „starą” Radiofonią (o tym, jak dyskusyjne to posunięcie, pisze w swoim oświadczeniu Stowarzyszenie Radiofonia zawiązane przez byłą redakcję, dziennikarzy, współpracowników i sympatyków – redakcję zwolnioną zresztą w dość niejasnych okolicznościach). Więcej o całej sytuacji także w artykule Rafała Romanowskiego. Padają w tym artykule znamienne słowa ze strony prezesa Fundacji: „Proszę nam dać czas na wypracowanie wspólnie z RMF dobrego produktu.” Tak, z pewnością będzie to produkt; tak, jak produktem w coraz większym stopniu staje się wykształcenie, nasza praca naukowa, kontakty ze studentami i wreszcie same uniwersytety. Nic w tym wrogim przejęciu nie jest przypadkowe: są wakacje, kiedy studenci wrócą w październiku, będą mieli radio na dawnej częstotliwości; duża część z nich zapewne nawet nie zauważy zmiany. Tym bardziej, że Grupa RMF już się postara, żeby oferta byla nie do odróżnienia od tego, co sączy się z eteru na innych częstotliwościach (choć zapewne będzie to oferta sformatowana jako „młodzi słuchacze z dużego miasta, przedział wiekowy 16 – 24” – wystarczy posłuchać, co aktualnie jest grane na 100,5 fm).

Rynkowa retoryka, którą posługują się oponenci, jest całkowicie błędna, krótkowzroczna, a co najważniejsze, prowadzi w zupełnie ślepy zaułek, jeśli chodzi o „innowacyjną gospodarkę”, tak ukochany żeton (i slogan) niemal wszystkich od prawa do lewa (a zwłaszcza ministerstwa nauki). Innowacje nie rodzą się ani w betonowych pudłach nazywanych u nas nie wiedzieć czemu klastrami, ani w sformatowanych konkursach z iluzorycznymi nagrodami, ani w konkursach grantowych, w których z góry trzeba znać wyniki badań, jakie się zamierza przeprowadzić, ani też w fab labach czy centrach promujących naukę jako zestaw gadżetów i cyrkowych sztuczek. Jeśli inspiracją do takich działań jest casus Doliny Krzemowej i Steve’a Jobsa, to ktoś chyba czegoś nie doczytał. Innowacje i pomysły rodzą się ze współpracy między ludźmi i z wykorzystania wkładu ich energii. W tym przypadku taki potencjał został w Krakowie zmarnowany. Nie mówię już o tym, że trudno mi będzie robić dobrą minę do zlej gry i przekonywać studentów, że uniwersytet ma jakąś misję – a przede wszystkim, że traktuje ją poważnie. Ze ja – niezależnie od instytucji -mam taką misję i że trzymam się tego, co zapisane w statucie mojej instytucji? Tym gorzej dla mnie, zapewne.

Czy Radiofonia jest organizacją idealną? Nie jest. Czy popełniano błędy? Zapewne, jak przy okazji wszystkich tego typu przedsięwzięć (niektóre, jak stadiony z okazji EURO 2012 kosztowały nas, podatników, znacznie więcej). Cyz można byłoby coś z tym zrobić? Z pewnością. Dziennikarzom, redaktorom i wolontariuszom udało się jednak coś, co w dzisiejszej kulturze stanowi o sukcesie (tak, tak, w normalnym świecie rownież o sukcesie komercyjnym) – zgromadzili wokoł Radiofonii wspólnotę, którą w innym miejscu nazywam (podpierając się odpowiednio naukową literaturą) rojem. To zaś przekłada się – w rynkowych kategoriach  – na markę. I ta właśnie marka została przejęta przez Grupę RMF. Czy Grupa RMF i prezes Fundacji będą potrafili nią zarządzać (posługuję się tym słowem z dużym dystansem)? Bardzo wątpię, kompletnie nie mają pojecia, o co w tym wszystkim chodzi. Taki los „profesjonalistów”. Zawsze będą o pół kroku za Tymczasową Strefą Autonomiczną. Jedna właśnie znika, ale rodzi się następna.

To jest także moment, kiedy można realnie coś zrobić dla różnorodności mediów i eteru – ruchy protetsu w Polsce najczęściej wyżywają się (i wyagasają) w gadaniu. Zamiast bić pianę, pomóż Stowarzyszeniu Radiofonia.

Całej ekipie Radiofonii należą się wielkie podziękowania!

Reklamy