miasto w sztuce – sztuka miasta

Ten rok obfituje w interesujące konferencje, w marcu – wraz z silną grupą studentów i doktorantów reprezentującą nasz Instytut 🙂 – uczestniczyłam w konferencji na temat nowej formuły serialu w polskich realiach, organizowanej przez Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej w Warszawie. Dyskusja wokół tego, kto i jak ogląda zw. „nowe seriale” oraz co z tego wynika dla badań nad telewizją była bardzo interesująca oraz inspirująca. Tym bardziej czekam na specjaly numer „Kultury POpularnej”, gdzie mają się ukazać teksty pokonferencyjne. Zwłaszcza, że przede mną udział w konferencji „Ends of Television” w Amsterdamie na przełomie czerwca i lipca (organizowanej przez tamtejszą Amsterdam School for Cultural Analysis), gdzie będę spróbuję zanalizować, w jaki sposób telewizja staje się sposobem artykulacji alternatywnych tożsamosci płci w polskich warunkach (m.in. słynny epizod z ocenzurowaniem „Little Britain”), co sprawia, że teza o „końcu telewizji” jest prawdziwa tylko częściowo. Telewizja z pewnoscią zmienia oblicze i inaczej ją oglądamy, ale nie traci wcale na znaczeniu.

Innym ważnym obszarem moich zainteresowań jest związek miasta z mediami – kilka dni temu bylam w Poznaniu, na konferencji podsumowującej dwuletni projekt badawczy „Miasto w sztuce – sztuka w mieście”. Efektem projektu będzie tak własnie zatytułowana antologia tłumaczeń (już w zapowiedziach Uniwersitasu), pod redakcją prof. Ewy Rewers, kierującej caym projektem. Konferencja poznańska zebrała badaczy (w tym także uczestników grantu) analizujących tym razem fenomeny kulturowe polskich miast i każdy panel kończył się dynamiczną dyskusją, która sama w sobie mogłaby dostarczyć tematów na niejden tekst. Niestety, mogłam uczestniczyć tylko w czwartkowych sesjach. Znakomite było wystąpienie dr Blnaki Brzozowskiej oraz dr Magdalney Saryusz-Wolskiej na temat łódzkiej Manufaktury, gdzie ściarją się dyskurs estetyczny, korporacjonistyczny i komercyjny jednocześnie (główny plac Manufaktury, ktory ma być czymś w rodzaju „rynku” wygląda wlaśnie tak, jak wyobrażają sobie Rynek krakowski „esteci” będący rzecznikami podporządkowania wszystkego tej turystycznej wizji Krakowa, czyli…smutno). Równie isnpirujący byl referat dr Barbary Kity o mieście i różnym w nim prędkościach, a także o śląskich centrach handlowych i ich „obietnicach”, podobnie jak dająca do myślenia prezentacja dr Gądeckiego o CSW w Toruniu, które mialam okazję niedawno odwiedzić przy zupełnie innej okazji, w swoim muzycznym wcieleniu. Cały dzień i wszystkie referaty były zresztą znakomite, co pokazuje program konferencji i co obserwowałam na miejscu.

Sama analizowałam sztukę w roli narzędzia marketingowego, tworzącego miasto-markę (na przykładzie dyskursow wokół działań Krakowskiego Biura Festiwalowego i projektu „Sześciu zmysłów”), w odróżnieniu od sztuki współtworzącej miasto-środowisko życia (ilustrację mogą tu stanowić projekty, w które kiedyś – mniej czy bardziej – bylam zaangażowana, berlińska Galeria Zero, będąca w swoich początkach elementem szerszej polityki realizowanej w całych Niemczech (jako uczestnicząca w projekcie Wrangelei w Berlinie) oraz alternatywnego centrum kultury Stanica w Zilinie na Słowacji). O ile ta pierwsza strategia traktuje sztukę instrumentalnie, wytwarzając miasto jako produkt i markę zmierzając także do „oczyszczenia” wizerunku miasta  i regulacji jego życia kulturalnego (m.in. z niechcianych form karnawałowej ekspresji – patrz niekończące się debaty wokół „pijanych Anglików” oraz estetyzacja rozumiana także eliminacja tego, co „nie pasuje” do wizerunku Królewskiego Miasta Krakowa o Wspaniałej Tradycji), to ta druga nie stroni od konfliktów i preferuje żywe formy kultury, angażując np. miejscowe społeczności. Ciekawa jestem, jak w tym kontekście zaistnieje Art Boom, będący – w założeniach – w jaskrawej sprzeczności wobec dotycchczasowej filozofii KBF. Temat zresztą wcale nie jest łatwy: KBF rzeczywiście udało się sprowadzić do Krakowa znakomitości., a machina promocyjna jest niezwykle sprawna. Czy jednak musi temu towarzyszyć tak wyraźne zamienianie Krakowa w park tematyczny (przynajmniej na poziomie dyskursu)? W grunce rzeczy miasto-marka nie istnieje bez miasta-środowiska życia i jeśli z krakowskich ulic zniknie to, co nieoczekiwane, zaskakujące, „brzydkie”, zmuszające nas do konfrontacji z własnymi poglądami, krótko mowiąc, jeśli miasto przestanie być strefą ożywczych mikrokonfliktów to nie będzie atrakcyjne także dla przybyszy. Różnicę między tymi dwoma „rolami”, w jakich obsadzona jest sztuka, są także widoczne gołym okiem: dla wielkich festiwali ważne są wielkie nazwiska, sztuka wpisująca się w żywą tkankę miasta jest reprezentowana przez artystow niezależnych (nie mylić z „offem”!). Nie da się ukryć, że daje się odrobinę ponieść żyłce polemicznej, ale ten temat rzeczywiście mnie porusza, także jako mieszkankę tego miasta – nie chciałabym, żeby Kraków stał się miastem Kulturalnym, ale wyssanym z życia (a życie jest bardzo nieuporządkowane) (patrz Prenzlauer Berg w Berlinie, który około roku 1998 tętnił życiem, a dzisiaj jest hippisowskim parkiem tematycznym.

Wszelkie comments mile widziane, pracuję nad tekstem.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s