Monthly Archives: Maj 2009

miasto w sztuce – sztuka miasta

Ten rok obfituje w interesujące konferencje, w marcu – wraz z silną grupą studentów i doktorantów reprezentującą nasz Instytut 🙂 – uczestniczyłam w konferencji na temat nowej formuły serialu w polskich realiach, organizowanej przez Szkołę Wyższą Psychologii Społecznej w Warszawie. Dyskusja wokół tego, kto i jak ogląda zw. „nowe seriale” oraz co z tego wynika dla badań nad telewizją była bardzo interesująca oraz inspirująca. Tym bardziej czekam na specjaly numer „Kultury POpularnej”, gdzie mają się ukazać teksty pokonferencyjne. Zwłaszcza, że przede mną udział w konferencji „Ends of Television” w Amsterdamie na przełomie czerwca i lipca (organizowanej przez tamtejszą Amsterdam School for Cultural Analysis), gdzie będę spróbuję zanalizować, w jaki sposób telewizja staje się sposobem artykulacji alternatywnych tożsamosci płci w polskich warunkach (m.in. słynny epizod z ocenzurowaniem „Little Britain”), co sprawia, że teza o „końcu telewizji” jest prawdziwa tylko częściowo. Telewizja z pewnoscią zmienia oblicze i inaczej ją oglądamy, ale nie traci wcale na znaczeniu.

Innym ważnym obszarem moich zainteresowań jest związek miasta z mediami – kilka dni temu bylam w Poznaniu, na konferencji podsumowującej dwuletni projekt badawczy „Miasto w sztuce – sztuka w mieście”. Efektem projektu będzie tak własnie zatytułowana antologia tłumaczeń (już w zapowiedziach Uniwersitasu), pod redakcją prof. Ewy Rewers, kierującej caym projektem. Konferencja poznańska zebrała badaczy (w tym także uczestników grantu) analizujących tym razem fenomeny kulturowe polskich miast i każdy panel kończył się dynamiczną dyskusją, która sama w sobie mogłaby dostarczyć tematów na niejden tekst. Niestety, mogłam uczestniczyć tylko w czwartkowych sesjach. Znakomite było wystąpienie dr Blnaki Brzozowskiej oraz dr Magdalney Saryusz-Wolskiej na temat łódzkiej Manufaktury, gdzie ściarją się dyskurs estetyczny, korporacjonistyczny i komercyjny jednocześnie (główny plac Manufaktury, ktory ma być czymś w rodzaju „rynku” wygląda wlaśnie tak, jak wyobrażają sobie Rynek krakowski „esteci” będący rzecznikami podporządkowania wszystkego tej turystycznej wizji Krakowa, czyli…smutno). Równie isnpirujący byl referat dr Barbary Kity o mieście i różnym w nim prędkościach, a także o śląskich centrach handlowych i ich „obietnicach”, podobnie jak dająca do myślenia prezentacja dr Gądeckiego o CSW w Toruniu, które mialam okazję niedawno odwiedzić przy zupełnie innej okazji, w swoim muzycznym wcieleniu. Cały dzień i wszystkie referaty były zresztą znakomite, co pokazuje program konferencji i co obserwowałam na miejscu.

Sama analizowałam sztukę w roli narzędzia marketingowego, tworzącego miasto-markę (na przykładzie dyskursow wokół działań Krakowskiego Biura Festiwalowego i projektu „Sześciu zmysłów”), w odróżnieniu od sztuki współtworzącej miasto-środowisko życia (ilustrację mogą tu stanowić projekty, w które kiedyś – mniej czy bardziej – bylam zaangażowana, berlińska Galeria Zero, będąca w swoich początkach elementem szerszej polityki realizowanej w całych Niemczech (jako uczestnicząca w projekcie Wrangelei w Berlinie) oraz alternatywnego centrum kultury Stanica w Zilinie na Słowacji). O ile ta pierwsza strategia traktuje sztukę instrumentalnie, wytwarzając miasto jako produkt i markę zmierzając także do „oczyszczenia” wizerunku miasta  i regulacji jego życia kulturalnego (m.in. z niechcianych form karnawałowej ekspresji – patrz niekończące się debaty wokół „pijanych Anglików” oraz estetyzacja rozumiana także eliminacja tego, co „nie pasuje” do wizerunku Królewskiego Miasta Krakowa o Wspaniałej Tradycji), to ta druga nie stroni od konfliktów i preferuje żywe formy kultury, angażując np. miejscowe społeczności. Ciekawa jestem, jak w tym kontekście zaistnieje Art Boom, będący – w założeniach – w jaskrawej sprzeczności wobec dotycchczasowej filozofii KBF. Temat zresztą wcale nie jest łatwy: KBF rzeczywiście udało się sprowadzić do Krakowa znakomitości., a machina promocyjna jest niezwykle sprawna. Czy jednak musi temu towarzyszyć tak wyraźne zamienianie Krakowa w park tematyczny (przynajmniej na poziomie dyskursu)? W grunce rzeczy miasto-marka nie istnieje bez miasta-środowiska życia i jeśli z krakowskich ulic zniknie to, co nieoczekiwane, zaskakujące, „brzydkie”, zmuszające nas do konfrontacji z własnymi poglądami, krótko mowiąc, jeśli miasto przestanie być strefą ożywczych mikrokonfliktów to nie będzie atrakcyjne także dla przybyszy. Różnicę między tymi dwoma „rolami”, w jakich obsadzona jest sztuka, są także widoczne gołym okiem: dla wielkich festiwali ważne są wielkie nazwiska, sztuka wpisująca się w żywą tkankę miasta jest reprezentowana przez artystow niezależnych (nie mylić z „offem”!). Nie da się ukryć, że daje się odrobinę ponieść żyłce polemicznej, ale ten temat rzeczywiście mnie porusza, także jako mieszkankę tego miasta – nie chciałabym, żeby Kraków stał się miastem Kulturalnym, ale wyssanym z życia (a życie jest bardzo nieuporządkowane) (patrz Prenzlauer Berg w Berlinie, który około roku 1998 tętnił życiem, a dzisiaj jest hippisowskim parkiem tematycznym.

Wszelkie comments mile widziane, pracuję nad tekstem.

porządki

Trzymiesięczna przerwa to w przypadku bloga wcale nie tak długo 🙂  Wreszcie znalazłam jednak czas, żeby zaprowadzić nieco porządków i uzupełnić zasoby, których nazbierało się w ciągu tych trzech miesięcy prowadzenia zajęć, pisania i wyjazdów konferencyjnych. Po pierwsze: linki. Uprościłam strukturę, która teraz jest kombinacją moich aktualnych zainteresowań badawczych oraz zasobów, które mogą przydać się studentom. Zniknęła kategoria „Alternatywne praktyki mediów nowej generacji”, która miała ułatwić zadanie słuchaczom mojego wykładu monograficznego (semestr zimowy 2008/2009), linki zostały przyporządkowane do innych kategorii. Pojawiły się w związku z tym także nowe kategorie: media taktyczne, folksonomia & Web 2.0 i sztuka nowych mediów. Kategoria „czasopisma” to obecnie „blogi, czasopisma, zasoby”, co odzwierciedla różnorodnosć źródeł i sposobów uprawiania wiedzy oraz szeregu wymian i transferów w tym zakresie. Zniknęły strony z opisem kursów, same opisy pojawią się jako wpisy na stronie głównej, przypisane do odpowiednich kategorii i / lub otagowane. Z czego widać wyraźne, że Internet nowej generacji polega na kategoryzowaniu, tagowaniu, tworzeniu połączeń i wymaga wrażliwości przestrzennej. I jest jeszcze Twitter: zachęcam do kontaktu za pomocą tego nowego, dość niezwykłego z racji kompletnej prostoty i jednocześnie dużej elastyczności tego nowego narzędzia, które jest oczywiście czymś znacznie bardziej wyrafinowanym, niż to opisują media (vide  niedawna „rewolucja twitterowa” w Kiszyniowie). Aktualnie do śledzenia Twittera korzystam z interfejsu TweetDecka.